Ocalić od zapomnienia… – książka Romana Popendy – „Gawęda o życiu tradycyjnej polskiej wsi”

W czasach totalnej globalizacji i internetu, pełnej wymiany myśli i usług, braku granic, nawet kryzysu nie jednostkowego ale „światowego”, w tych czasach pędu do sukcesu poświęca się wiele rzeczy – rodzinę, małżeństwo, przyjaźń, koleżeństwo, dobre relacje sąsiedzkie i międzyludzkie. W epoce sukcesu wydaje się nie być miejsca dla zbędnych „sentymentów”, które mogą jedynie rozpraszać człowieka XXI wieku zaprogramowanego na przyszłość.

 

okladka-popenda

 

Warto jednak choć na chwilę zmniejszyć narzucone nam tempo życia i spojrzeć w inną stronę – w stronę świata minionego, odchodzącego powoli w niepamięć; pełnego jednostkowych, konkretnych a nie światowych, globalnych zdarzeń; miejsca niedużego obszarem, ale za to bogatego inaczej.

W taką rzeczywistość możemy się przenieść dzięki książce p. Romana Popendy „Gawęda o życiu tradycyjnej polskiej wsi”; książce która jest dowodem na to, że pasja i miłość do miejsca w którym się żyje, plus pomoc życzliwych ludzi – może wszystko. Sam tytuł dzieła jest już wymowny i wiele sugerujący – „gawęda” czyli wypowiedź swobodna, obfitująca w dygresje i epizody, której narrator opowiada o tym co sam widział lub zasłyszał. Tak jest dokładnie w przypadku p. Romana Popendy, który od urodzenia mieszka w Kocinie Nowym i – jak sam mówi we wstępie – chciałby „zachować w pamięci, a także przekazać i przybliżyć następnym pokoleniom obraz życia na wsi, w jakim miał możliwość uczestniczyć.” A jest to obraz bardzo bogaty w zdarzenia, obyczaje i obrzędy, które tworzyły wieś barwną i ciekawą. Kto teraz wie co to są za zabawy w przeganiankę, palanta, scyzorykiem, odbitkę, dzbuka czy cymbergaja? Albo co to jest kierzniczka (służąca do wyrobu masła), jak wygląda sabatnik (piec do wypieku chleba), czym różnił się szewc od kamasznika i co to jest dratwa? Jak wyglądała praca chłopa we wsi w czasach przed elektryfikacją i udogodnieniami technicznymi? Jakie były zwyczaje i zabobony związane z weselami, pogrzebami, świętami kościelnymi i państwowymi? Kto wie, że jajek w święconce powinno być tyle ile osób w domu; a 25-go kwietnia, na św. Marka nie stawiało się płotu, bo to ściągało nieszczęście na całą wioskę, która taki płot potrafiła rozebrać. Z kolei ścięcie kwitnącego drzewa wróżyło śmierć kogoś młodego z rodziny.

Jeśli chodzi o Święta Wielkanocne to w dyngus czyli poniedziałek świąteczny młodzież „obchodziła wieś” z „Kogutkiem” – czyli dość dużą skrzynią na kółkach, z figurkami świętych w środku, z przymocowanym dyszlem i wypchanym kogutem. „Dynguśnicy” mieli ze sobą także kosz na datki i sikawkę z wodą. Wchodząc do mieszkania grali i śpiewali:
Przyszliśmy to po dyngusie

Zaśpiewamy o Jezusie

W Wielki Czwartek, w Wielki Piątek

Cierpiał pan Jezus za nasz smutek

Za nasz smutek, za nasze rany

Cierpiał nasz Zbawiciel Kochany.

A po otrzymaniu darów:

Dziękujemy za te dary

Żebyście się państwo do nieba dostali

Żebyście się państwo do nieba dostali

I po wieczne czasy z Bogiem królowali.

 

„Przy odchodnym” oblewali kobiety wodą, co było dowodem uznania ich urody i dobrze im wróżyło.
Z Wielkanocą związane było także chodzenie z „gaikiem” czyli gałęzią świerkową z przymocowaną kolorowymi wstążkami lalką. Z „gaikiem” chodziły dziewczyny i śpiewały pieśni, za co otrzymywały jajka.

Te i inne opowieści z życia Kocina Nowego i Starego, a także innych wsi gminy Mykanów; ich historie, historie kościołów, straży pożarnych, losy konkretnych ludzi, ich opowieści i wiele dygresji znajdziemy w „Gawędzie…” –  ale przede wszystkim – znajdziemy coś, co jest niepodważalną wartością tej publikacji – olbrzymią ilość zdjęć miejsc i ludzi ukazujących klimat opisywanych zdarzeń. Sam pisarz, podczas rozmowy z autorką tego tekstu stwierdził, że przejrzał około 100000 zdjęć z archiwów domowych ludzi, których odwiedzał podczas pisania książki (np. p. Jana Szlamy z Cykarzewa, p. Rajmunda Bożka z Kocina), a także z archiwów kościelnych i straży. Jak mówi p. Roman Popenda, książka powstawała trzy lata i początkowo miała dotyczyć tylko Kocina Starego. W trakcie pisania o nim rodziły się jednak nowe pomysły i potrzeby – prośba Straży Pożarnej o spisanie jej historii; Kocin należał do parafii w Cykarzewie stąd też praca nad Cykarzewem itd. I tak z 60-stronicowej książeczki powstała księga licząca 367 stron. Autor podkreśla także nieocenioną pomoc córki – Katarzyny Popendy, która redagowała i edytowała tekst, a także pomoc mieszkańców gminy, którzy opowiadali mu historie rodzinne i udostępniali zdjęcia.

Polecam więc Państwu szczególnie tę książkę w czasach, w których gawęda czyli zwykła rozmowa staje się rzadkością, a opisany świat już nie istnieje.

 

Książka do nabycia w Bibliotece w Mykanowie,

ul. Samorządowa 1A – tel. 034 3740044

Komentarze są wyłączone.